INI Hanower Prof. M. Samii
Katalog znalezionych frazagniusza serwis - literatura w sieci, proza, feminizm, gender, queer ...
Witam, mam na imię Sławek moja żona Sylwia była operowana w INI przez Prof. Samii operacja guza kąta most-móżdz. 45mm. Operacja odbyła się 12.10.2012 zakończona sukcesem, choć droga rehabilitacji jeszcze długa. Zainteresowanym chętnie odpowiem na pytania.
Pozdrawiam Sławek
Witajcie, pozwolilam sobie przeniesc Wasz watek w nasze historie. Ciesze sie, ze operacja u Sylwii przebiegla doskonale. Zycze Wam wiele sil w dalszej rehabilitacji i zapraszam do buszowania po naszym forum

Dziękuję Ewa, wiem że bardzo mało można się dowiedzieć na forum w temacie INI, sam swego czasu na darmo szukałem, więc może jakoś będę w stanie pomóc, a sporo wiem po 1,5 miesięcznym pobycie mojej żony.
Kazda, nawet najmniejsza informacja o nowych mozliwosciach czy miejscach leczenia, przyda sie kolejnym poszukujacym A na razie, jak juz pisalam wczesniej, rozgoscie sie u nas, byc moze tez znajdziecie tu cos dla siebie. Trzymajcie sie cieplo i glowa do gory!

Cześć!
Kiedyś na forum glejaka czytałam wpisy dziewczyny o nicku Sylwia34, której lekarz powiedział, że ma glejaka w kącie. Oczywiście był to nerwiak, nie glejak. Ale to pewnie nie ta Sylwia, bo wpisy z 2010 roku...
Pozdrawiam i życzę Sylwii szybkiego powrotu do zdrowia

Ciesze sie razem z Wami .
Cześć!
Kiedyś na forum glejaka czytałam wpisy dziewczyny o nicku Sylwia34, której lekarz powiedział, że ma glejaka w kącie. Oczywiście był to nerwiak, nie glejak. Ale to pewnie nie ta Sylwia, bo wpisy z 2010 roku...
Pozdrawiam i życzę Sylwii szybkiego powrotu do zdrowia

Witam
Masz rację to inna osoba, my dowiedzieliśmy się o chorobie na początku września 2012.
Pozdrawiam serdecznie
Pandora, Sylwia o ktróej piszesz miała nerwiaka choc na pczątku sugerowano własnie glejaka. leżała ze mną w szpitalu na Banacha, w "naszych historiach" znajdziejsz jej historię.
Witamy na forum Sylwie. jakieś poważne powikłania po operacji??? życzę szybkiego powrotu do zdrowia

U mnie tez diagnoza byla zla. dnia Śro 2:42, 02 Sty 2013, w całości zmieniany 2 razy
Slawku pisz, jak wyglada caly przebieg leczenia i w ogóle o jakich kosztach mówimy? Ja jeszcze jestem czekajaca, ale mam sentyment do Hannoveru, przez rok tam mieszkalam bedac na studiach dawno dwno temu..
Pandora, Sylwia o ktróej piszesz miała nerwiaka choc na pczątku sugerowano własnie glejaka. leżała ze mną w szpitalu na Banacha, w "naszych historiach" znajdziejsz jej historię.
)
O widzisz, zaraz poszukam. Dzięki.
Slawku pisz, jak wyglada caly przebieg leczenia i w ogóle o jakich kosztach mówimy? Ja jeszcze jestem czekajaca, ale mam sentyment do Hannoveru, przez rok tam mieszkalam bedac na studiach dawno dwno temu..
Ok, na początku chcę Ciebie pocieszyć ponieważ Twój guz jest naprawdę mały, i myślę że w Polsce są także bardzo dobrzy specjaliści aby usunąć w całości, gdyby u mojej Sylwii zdiagnozowali takiej wielkości pewnie nie szukalibyśmy poza granicami. Co do Hanoweru, wysyła się płytkę z rezonansem do oceny i kwalifikacji do operacji, po kilku dniach otrzymasz informację o pilności operacji, w naszym przypadku była bardzo pilna ponieważ Sylwia miała już wodogłowie wewnętrzne spowodowane uciskiem guza (brak drożności płynu mózgowo-rdzeniowego) Następny krok, pytasz o koszt operacji, w naszym przypadku to 50 tyś euro za standard, czyli:
1. Pierwszy dzień od godz. 9 rano do wieczornych wszystkie badania.
2. Jeżeli wszystkie wyniki są ok, na drugi dzień o 7,30 na oddział operacyjny (nasz przyp. 10 godz. operacja)
3. Standard 2-3 dni intensiv (oiom)
4. Dwa-trzy tygodnie pobyt w pokoju na 2 lub 3 piętrze (warunki hotelowe) opieka lekarska i rehabilitacja ruchowa.
5. Po trzech tygodniach do domu.
W naszym przypadku niestety było trochę inaczej, po operacji w czwartym dniu na intensiv woda w głowie po usunięciu guza zamiast zmniejszać, zwiększała się, i kolejna operacja zdrenowania zewnętrznego (całe szczęście, a nie wewnętrzny drenaż na stałe) następnie kolejne 8 dni na intensiv i wreszcie do pokoju na kolejne 3 tygodnie. Trzeba było dodatkowo dopłacić.
Tak to w bardzo dużym skrócie wyglądało.
Pozdrawiam serdecznie, Sławek.
ps
gdyby chodziło o inne kwestie, czyli hotele blisko kliniki lub inne to postaram się pomóc. dnia Pią 21:44, 21 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Pandora, Sylwia o ktróej piszesz miała nerwiaka choc na pczątku sugerowano własnie glejaka. leżała ze mną w szpitalu na Banacha, w "naszych historiach" znajdziejsz jej historię.
Witamy na forum Sylwie. jakieś poważne powikłania po operacji??? życzę szybkiego powrotu do zdrowia

Witaj Lilia, same standardowe powikłania, porażenie nerwu twarzowego i rehabilitacja ruchowa. 2 stycznia 2013 będzie zabieg wszycia płytki w powiekę klinika w Polanicy Zdrój.
Pozdr. Sławek
Następny krok, pytasz o koszt operacji, w naszym przypadku to 50 tyś euro za standard, .
200 tys zł

No koszt masakryczny!!!U nas nawet nie posiadajac ubezpieczenia koszt nie jest tak wielki...
Biorąc pod uwagę to,że doszło praktycznie do takich samych powikłań jak u wiekszości z nas,którzy byli operowani w Polsce to nie wiem czy bym sie zdecydowała na to. Tym bardziej,że u nas specjalisci też sa bardzo dobrzy i kilka osób wyszło z tego obronną ręką.
Piszesz że operacja zakończona sukcesem-rozumiem,że masz na mysli,to że guza usunieto całego.Bo patrząc na pozostałe skutki to sukcesem to nie jest-standard.
Tylko tak jak napisałam-większość z nas ma takie same same skutki uboczne bez ponoszenia tak olbrzymich kosztów...
Witaj Edyto
Koszt w naszym przypadku był o wiele większy od tego który podałem ze względu na powikłania po samej operacji, ja przed decyzją o operacji w INI przejeździłem połowę Polski, byłem u najlepszych i rokowania nie były obiecujące (guz był problemem, spore przesunięcie pnia mózgu ale wodogłowie też) opinie operatorów były różne, jedni chcieli wyciąc cały guz pomimo uszkodzenia nerwów inni tylko częściowo a resztę na GK (wśród specjalistów także są podzielone opinie na temat GK niekiedy są efekty uboczne pomimo wypalenia) w INI także mają GK lecz niezbyt często korzystają z niego tylko w sytuacjach kiedy nie jest możliwa operacja neurochirurgiczna, to daje do myślenia!!! Sylwia ma wycięty guz w całości i nie zostały uszkodzone trwale nerwy, lecz są porażone co ma wrócić do normy oczywiście wymaga to czasu.
Pozdr. Sławek
Sławku u mnie guza nie udało sie usunąć całego. Był sporo większy od guza Sylwii i źle umiejscowiony. Teznjie doszło do trwałych uszkodzeń nerwów-prócz nerwu słuchowego,który niestety trzeba było usunąć wraz z kawałkiem guza ale myśle że nawet w najlepszej klinice na świecie musieliby to zrobić.
Doszło do porażenia nerwu twarzowego i pomimo intensywnej rehabilitacji chociaz mineło juz 7,5 roku od operacji nie wróciło do normy i juz nie wróci.
Przypuszczam,że nawet gdybym zapłaciła 300 tyś za operację do skutki byłyby takie same...
Moim skromnym zdaniem ponieśliscie olbrzymie koszty a efekt jest jaki jest...Mysle że taki sam efekt byłby gdyby Sylwia była operowana w Polsce przez Harata czy Marchela. Ale to jest tylko moje zdanie.
Może masz rację, wybrałem najlepszą możliwą opcję taką jaką mogłem wybrać. Jeszcze raz powtórzę rozmawiałem z różnymi Profesorami i zdania były podzielone więc nie chciałem ryzykować, nadmienię tylko że w INI mają inna technologię operacyjną, pod maksymalnym zabezpieczeniem aby zminimalizować uszkodzenia, i oto chodziło (niektórych uszkodzeń nie idzie cofnąć) Wiem że niektóre placówki w PL też taką technikę praktykują lecz relatywnie od niedawna, podobnie jak GK jest w Warszawie a dlaczego Bydgoszcz kieruje do Pragi? Ja wychodzę z założenia że nie pieniądze cieszą, lecz to co można za nie kupić.
Pozdr. Cię Edyta
Wlacze sie do rozmowy. To dobrze, ze jestes Slawek przekonany o wybraniu najlepszej mozliwosci. Zdaje sobie sprawe, ze przypadek zony byl wyjatkowo specyficzny. Jesli chodzi o zdanie Edyty o polskich lekarzach to mam podobne do niej. Polscy lekarze sa dobrze wyksztalceni, maja troche inne podejscie do pocjenta a i sprzet jakim dzisiaj dysponuja nie odbiega zbytnio od tego popularnie stosowanego na swiecie. Polscy lekarze sa dobrzy do czasu... jak sie nie zepsuja ( pieniadze ). Kazdy lekarz operator powienien sie skupic na dwoch rzeczach: usuniecie celu bez uszkodzenia otoczenia. Bardzo czesto sie zdarza, ze cel uswieca srodki!
Ja mialem wykonane GK w USA. O rachunku juz pisalem, nie bede sie powtarzal. Guz ( poki co ) zostal zneurtalizowany ale dopadly mnie dokuczliwe skutki uboczne. Byc moze, gdybym mial wykonywane naswietlanie w innym miejscu to wynik bylby lepszy a nawet zdecydowanie lepszy. Szczesie zawsze jest nam potrzebne, ale szczesiu trzeba pomagac!!!
Może masz rację, wybrałem najlepszą możliwą opcję taką jaką mogłem wybrać. Jeszcze raz powtórzę rozmawiałem z różnymi Profesorami i zdania były podzielone więc nie chciałem ryzykować, nadmienię tylko że w INI mają inna technologię operacyjną, pod maksymalnym zabezpieczeniem aby zminimalizować uszkodzenia, i oto chodziło (niektórych uszkodzeń nie idzie cofnąć) Wiem że niektóre placówki w PL też taką technikę praktykują lecz relatywnie od niedawna, podobnie jak GK jest w Warszawie a dlaczego Bydgoszcz kieruje do Pragi? Ja wychodzę z założenia że nie pieniądze cieszą, lecz to co można za nie kupić.
Pozdr. Cię Edyta
Edyta ja w temacie nerwiaka jestem od niedawna, domyślam się że wiesz ode mnie znacznie więcej i to nieporównywalnie więcej, ale widzisz tak jak w przypadku GK w Warszawie gdzie wypowiedziałaś się w jednym z postów że sprzęt to nie wszystko, a umiejętności ludzi którzy go obsługują jest najważniejsze. Ta technika operacyjna o której mówiłem wcześniej do Polski trafiła właśnie z INI, z tego co słyszałem byli tam Polscy specjaliści na szkoleniach. W tej klinice a w zasadzie Instytucie Naukowym są wdrażane najnowsze techniki i najnowszy sprzęt na świecie, wiele z nich zostały zapoczątkowane tam. Po pomoc do Hanoweru trafiają ludzie z całego świata, z moją żoną na intensiv byli ludzie z USA, Dubaju, Grecji Włoch Angli, RPA itd. gdzie w tych krajach nie mogli znaleźć pomocy (i nie mówię tu o przypadku Sylwii lecz o dużo bardziej skomplikowanych przypadkach) Na koniec powiem że poruszyłem temat INI tylko z tego powodu iż wcześniej szukałem na forum lecz informacje były szczątkowe a jak mogę chociaż jednej osobie pomóc to będzie SUPERRRRR!!!!!!!!!!
ps
Uważam tak jak na początku że w Polsce też są wspaniali i wybitni neurochirurdzy.
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wesołych Świąt
Sławek
Sławek czy możesz przybliżyć na czym polega ta technika operacji?
No bo ja cały czas sie zastanawiam czym ona sie rózni od dostępnych w Polsce technik skoro skutki uboczne sa takie same?
I jeszcze jedno-piszesz że Sylwie czeka wszycie złotej płytki w powiekę. Zastanówcie sie też nad korektą więzadeł przyśrodkowych bo sama płytka nie powoduje w 100% domkniecia sie powieki.
Z tego co zauważyłam jestem na razie jedyna osoba z forum ,która oprócz płytki miała wykonana ta korekte i moja powieka zamyka sie całkiem.
U osób które maja wszytą płytkę-bez korekty-nadal powieka całkiem sie nie zamyka
Wlacze sie do rozmowy. To dobrze, ze jestes Slawek przekonany o wybraniu najlepszej mozliwosci. Zdaje sobie sprawe, ze przypadek zony byl wyjatkowo specyficzny. Jesli chodzi o zdanie Edyty o polskich lekarzach to mam podobne do niej. Polscy lekarze sa dobrze wyksztalceni, maja troche inne podejscie do pocjenta a i sprzet jakim dzisiaj dysponuja nie odbiega zbytnio od tego popularnie stosowanego na swiecie. Polscy lekarze sa dobrzy do czasu... jak sie nie zepsuja ( pieniadze ). Kazdy lekarz operator powienien sie skupic na dwoch rzeczach: usuniecie celu bez uszkodzenia otoczenia. Bardzo czesto sie zdarza, ze cel uswieca srodki!
Ja mialem wykonane GK w USA. O rachunku juz pisalem, nie bede sie powtarzal. Guz ( poki co ) zostal zneurtalizowany ale dopadly mnie dokuczliwe skutki uboczne. Byc moze, gdybym mial wykonywane naswietlanie w innym miejscu to wynik bylby lepszy a nawet zdecydowanie lepszy. Szczesie zawsze jest nam potrzebne, ale szczesiu trzeba pomagac!!!
Witaj Janusz
Ja nie mam złej opinii na temat polskich lekarzy, ja na wstępie o tym pisałem. Jesteśmy z żoną obywatelami Polski obydwoje ubezpieczeni jak każdy w ZUS i moglem tu u nas nie wydać ani złotówki na operację, ale mój wybór padł na Niemcy.
Życzę dużo zdrowia Panie Januszu
Witaj
Wytłumaczono nam że pacjent ma poprzyszywane czujniki na twarzy i prawdopodobnie na głowie nie wiem chyba około 16, jedna ekipa operatorów zajmuje się wycieciem guza a druga czuwa nad poprawnością całej operacji, i jeżeli operator zbliża się zbyt blisko ten zespól odpowiednio szybko reaguje aby nie uszkodzić nerwów. Nie jestem specjalistą, ani znawcą ale tak to mniej więcej wygląda. No i najważniejsze doświadczenie i zgranie się tych dwóch zespołów. Co do płytki Sylwia ma mieć wszytą na pewien czas, w wypisie z kliniki i w/g zapewnień lekarzy guz został usunięty w całości bez uszkodzenia nerwów.
Domykalność oka ma wrócić i mimika też, gwarancji nikt nie da, to jest żywy organizm, tak jak każda operacja inna, wiadomo jakie dokumenty podpisuje się przed.
Sławek
Witaj
Wytłumaczono nam że pacjent ma poprzyszywane czujniki na twarzy i prawdopodobnie na głowie nie wiem chyba około 16, jedna ekipa operatorów zajmuje się wycieciem guza a druga czuwa nad poprawnością całej operacji, i jeżeli operator zbliża się zbyt blisko ten zespól odpowiednio szybko reaguje aby nie uszkodzić nerwów. Nie jestem specjalistą, ani znawcą ale tak to mniej więcej wygląda. No i najważniejsze doświadczenie i zgranie się tych dwóch zespołów. Co do płytki Sylwia ma mieć wszytą na pewien czas, w wypisie z kliniki i w/g zapewnień lekarzy guz został usunięty w całości bez uszkodzenia nerwów.
Domykalność oka ma wrócić i mimika też, gwarancji nikt nie da, to jest żywy organizm, tak jak każda operacja inna, wiadomo jakie dokumenty podpisuje się przed.
Sławek
Jeszcze jedno Edyta, mam wrażenie że chcesz abym stwierdził że operacja w INI była naszym błędem, nic podobnego. Mówisz o powikłaniach itd a ja myślę że nigdzie na świecie nie uda się usunąć tego typu guza bez komplikacji tyle tylko czy te komplikacje będą ustępować czy nie to już zależy od jakości wykonanej operacji. My się cieszymy przede wszystkim że jesteśmy nadal razem. Nie chcę wdawać się wiecej w polemikę, proszę uszanuj naszą decyzję. Zalogowałem się tutaj nie w takim celu, chcę ewentualnie pomóc osobie która potrzebuje takiej rady.
Pozdrawiam jeszcze raz
Sławek
Najwazniejsze, ze najgorsze macie za soba, ze jestescie zadowoleni zarowno ze szpitala jak i operatora a przede wszystkich efektow jego pracy. Teraz dopinguj batem


Najwazniejsze, ze najgorsze macie za soba, ze jestescie zadowoleni zarowno ze szpitala jak i operatora a przede wszystkich efektow jego pracy. Teraz dopinguj batem


Dziękuję Ewa za miłe słowa, masz rację najgorsze za nami.
Pozdrawiam
Czesc Slawek, dobrze, ze tu piszesz o Waszym skomplikowanym przypadku. Nikt nawet z lekarzy nie ma monopolu na wiedze a co dopiero my. Jak sie spotykasz z opinia troche inna od Twojej to nie odbieraj tego jako konfrontacji. Trzecia osoba, ktora to bedzie czytac latwiej wyciagnie wnioski dla siebie, bedzie jej lzej rozmawiac z lekarzami.
Swietnie, ze piszesz o naukowym Instytucie i stosowanych przez nich techikach. Pomimo, ze mialem GK z zaciekawieniem to czytam co piszesz.
Jak piszesz o czujnikach to mnie sie cos przypomnialo. Otoz w 2001r jak po raz pierwszy konsultowalem mojego nerwiaka, dostalem propozycje operacji. Lekarz zapewnial mnie, ze ma zespol i inny lekarz monitoruje pozostale nerwy w czasie operacji. Teraz np dowiedzialem sie, ze monitorowanie polega na wkluci 3-4 igiel w nerwy na zewnatrz glowy, tak jak piszesz czujek, ktore informuja lekarza dokod moze sie posunac ze skalpelem. To dotyczylo operacji na uchu srodkowym i monitorowany byl nerw trojdzielny i strun glosowych. Pewnie jak w okolicy jest wiecej nerwow to i wiecej wkuwa sie igiel ( czujek ). Zapytalem , ze mozna nie trafic igla w miejsce najbardziej pozadane. Dostalem odpowiedz - tak mozna. Przekonany jestem, ze lekarze maja i znaja sposoby aby to zrobic dobrze.
Pisz Slawek jak najwiecej jak sie zona czuje i o podejmowanych czynnosciach, i jakie te efekty przynosza Wasze starania.

Czesc Slawek, dobrze, ze tu piszesz o Waszym skomplikowanym przypadku. Nikt nawet z lekarzy nie ma monopolu na wiedze a co dopiero my. Jak sie spotykasz z opinia troche inna od Twojej to nie odbieraj tego jako konfrontacji. Trzecia osoba, ktora to bedzie czytac latwiej wyciagnie wnioski dla siebie, bedzie jej lzej rozmawiac z lekarzami.
Swietnie, ze piszesz o naukowym Instytucie i stosowanych przez nich techikach. Pomimo, ze mialem GK z zaciekawieniem to czytam co piszesz.
Jak piszesz o czujnikach to mnie sie cos przypomnialo. Otoz w 2001r jak po raz pierwszy konsultowalem mojego nerwiaka, dostalem propozycje operacji. Lekarz zapewnial mnie, ze ma zespol i inny lekarz monitoruje pozostale nerwy w czasie operacji. Teraz np dowiedzialem sie, ze monitorowanie polega na wkluci 3-4 igiel w nerwy na zewnatrz glowy, tak jak piszesz czujek, ktore informuja lekarza dokod moze sie posunac ze skalpelem. To dotyczylo operacji na uchu srodkowym i monitorowany byl nerw trojdzielny i strun glosowych. Pewnie jak w okolicy jest wiecej nerwow to i wiecej wkuwa sie igiel ( czujek ). Zapytalem , ze mozna nie trafic igla w miejsce najbardziej pozadane. Dostalem odpowiedz - tak mozna. Przekonany jestem, ze lekarze maja i znaja sposoby aby to zrobic dobrze.
Pisz Slawek jak najwiecej jak sie zona czuje i o podejmowanych czynnosciach, i jakie te efekty przynosza Wasze starania.

Drogi Januszu
Będę Ciebie informował o postępach mojej żony, jak na razie jest niewiele ponad 2 miesiące od operacji ale Sylwia robi postępy rehabilitacyjne i to cieszy. Każdy przypadek jest inny i w innym tempie się poprawia, mam nadzieję że wszystko wróci do normy (takie są plany, ale jak będzie, nie wiem) Jak na razie byliśmy tylko na prześwietleniu we Wrocławiu i powiedziano nam że mamy się cieszyć z wyniku ponieważ wszystko w polu operacyjnym jest super. Wysłałem scany do Hanoweru ponieważ o nie prosili. Za pół roku mamy przyjechać do nich na szczegółowe badania pooperacyjne.
Wszystkiego dobrego i do usłyszenia.
Sylwia i Sławek
Slawku, a czy moglbys po krotce opisac jak sie zaczela choroba u Twojej zony (jakie byly pierwsze objawy, jak dlugo trwaly i jak wygladalo postawienie diagnozy)?
Cześć Ewa
Od dawna Sylwia narzekała na uporczywe bóle głowy, ale kto ich dzisiaj nie ma takie czasy wszystko w biegu, no to dawaj tabletki na głowę i pomagało od dawna wysokie ciśnienie no to tabletki na zbicie. W czerwcu tego roku straciła w tydzień słuch w lewym uchu, ubytek trwały 70% i gwizdy i szumy w głowie, poszła do laryngologa i propozycja aparatu słuchowego. Następnie zawroty równowagi. Żona mówi że coś jest nie tak żeby jakieś skierowania na tomograf ale każdy lekarz po co Pani to jest niepotrzebne i szkodzi. Tak pochodziła 2 miesiące po lekarzach i nic. Jak sobie to układamy w całość to okazuje się że Sylwia jadąc samochodem w dłuższej podróży np. na wakacje na siedzeniu pasażera nigdy nie umiała się odwrócić do małych jeszcze wtedy naszych dzieci w lewą stronę, od razu miała zawroty, bóle głowy i odruchy wymiotne. W takich sytuacjach musiałem się zatrzymać i przechodziła do dzieci na tył, to było jakieś przez ostatnie 8 lat. Na początku września koleżanka namówiła żonę aby jednak poszła na TK i wyszło dziadostwo. Następnie dokładny rezonans i zacząłem rozsyłać i jeździć po różnych klinikach także za granicę aby się upewnić że podejmę najlepszą możliwą decyzję. Nigdy nie wiesz czy podjęta, będzie najlepsza, niestety. Guz 45mm w skali neurochirurgów to olbrzymi, umiejscowienie wiadomo jakie i bardzo duży ucisk na pień. Wiem że mogło być gorzej, ale mogło być też lepiej.
Uwazam ze zrobiliscie dobrze. dnia Śro 2:44, 02 Sty 2013, w całości zmieniany 1 raz
Sławku poprzedni wpis usunęłam bo jednocześnie czytałam i pisałam na 3 forach i pomyliłam-wpis zamiesciłam nie tu gdzie trzeba.
Moim zamiarem nie jest to abyś stwierdził że operacja w INI była błędem tylko analizuję i czytam to co piszesz i zastanawiało mnie to co to za metoda wiec pytam.
To była Wasza decyzja i wy ja podejmowaliscie. Mnie nic do tego.
Zaskoczona po prostu byłam tak olbrzymim kosztem.
Ale nie wnikam juz w to wiecej.
Życzę Sylwi dużo zdrowia i cierpliwości i wytrwałości w rehabilitacji bo to bedzie jej baaaardzo potrzebne!!!!
Edyta, a kosztem mojego GK to sie nie zdziwilas



Mój mąż mi niedawno powiedział, że jeśli coś da się kupić za pieniądze, to trzeba to kupić. 50 tys Euro to są niesamowicie duże pieniądze. Ale jeśli chodzi o wszelkiego zabiegi, to komfort psychiczny pacjenta i pozytywne nastawienie, to połowa sukcesu. Jeśli już postanowiliście zainwestować, to na pewno upewniło was w tym, że dokonaliście trafnego wyboru, a i pewnie warto by było wydać nawet 100.000.
To nie jest aluzja lub wycieczko do kogoklwiek z Was. Kazdy postepuje tak jak uwaza i nikomu nic do tego jesli wydaje swoje pieniadze.
Ja mieszkam w USA i nie jest tajemnica, ze medycyna jest tu bardzo nowoczesna. Nie ma specjalnego problemu z odszukaniem cieszacego sie najlepsza renoma osrodka specjalizujacego sie w okreslonym temacie. Tu jest wolny rynek i lekarze moga podpisac umowy z setka ubezpieczen ( taki polski NFZ ). oplata za procedure zalezy od tego czy dany lekarz - osrodek ma podpisany kontrakt np z ubezpiczeniem jakie ja mam. Kupic mozna kazde z ubezpieczen i kazde ma kilka wariantow. Najlepiej jest kupic tam gdzie sie mieszka bo lekarze tam sie zapisuja lub jesli sie ma dofinansowanie do ubezpieczenia z zakladu pracy, ktore tez sa lokalne najbardziej oplacalne dla pracodawcy nie zawsze dobre czy bardzo dobre dla swoich pracownikow. Oprocz stalej miesiecznej oplaty, placimy tez zroznicowane oplaty za dzien dobry i udzial wlasny. Reasumujac, leczenie jest dostepne ale ceny uslug scisle powiazane sa z posiadanym ubezpieczeniem ( takimi NFZ - tami ). Lekarze zwykle maja podpisane porozumienie z kilkunastoma ubezpieczeniami.
Osoba mloda wyda jednorazowo wiecej pieniedzy na podratowanie zdrowia bo ma czas to odpracowac. Osoba starsza to juz inny problem, nie moze sie pozbyc wszystkich pieniedzy na jednorazowe leczenie, chyba, ze ma ustabilizowana sytuacje materialna i bardzo wysoka emeryture lub rente.
Gdzie pieniadz wchodzi w rachube musi sie kalkulowac miedzy checiami a mozliwosciami.
Mam nadzieje Slawek, ze nie masz mi za zle iz pisze w Twoim watku. Ma to zwiazek z Wasza zaplata za skorzystanie z usluga Instytutu w Hanoverze.
To nie jest aluzja lub wycieczko do kogoklwiek z Was. Kazdy postepuje tak jak uwaza i nikomu nic do tego jesli wydaje swoje pieniadze.
Ja mieszkam w USA i nie jest tajemnica, ze medycyna jest tu bardzo nowoczesna. Nie ma specjalnego problemu z odszukaniem cieszacego sie najlepsza renoma osrodka specjalizujacego sie w okreslonym temacie. Tu jest wolny rynek i lekarze moga podpisac umowy z setka ubezpieczen ( taki polski NFZ ). oplata za procedure zalezy od tego czy dany lekarz - osrodek ma podpisany kontrakt np z ubezpiczeniem jakie ja mam. Kupic mozna kazde z ubezpieczen i kazde ma kilka wariantow. Najlepiej jest kupic tam gdzie sie mieszka bo lekarze tam sie zapisuja lub jesli sie ma dofinansowanie do ubezpieczenia z zakladu pracy, ktore tez sa lokalne najbardziej oplacalne dla pracodawcy nie zawsze dobre czy bardzo dobre dla swoich pracownikow. Oprocz stalej miesiecznej oplaty, placimy tez zroznicowane oplaty za dzien dobry i udzial wlasny. Reasumujac, leczenie jest dostepne ale ceny uslug scisle powiazane sa z posiadanym ubezpieczeniem ( takimi NFZ - tami ). Lekarze zwykle maja podpisane porozumienie z kilkunastoma ubezpieczeniami.
Osoba mloda wyda jednorazowo wiecej pieniedzy na podratowanie zdrowia bo ma czas to odpracowac. Osoba starsza to juz inny problem, nie moze sie pozbyc wszystkich pieniedzy na jednorazowe leczenie, chyba, ze ma ustabilizowana sytuacje materialna i bardzo wysoka emeryture lub rente.
Gdzie pieniadz wchodzi w rachube musi sie kalkulowac miedzy checiami a mozliwosciami.
Mam nadzieje Slawek, ze nie masz mi za zle iz pisze w Twoim watku. Ma to zwiazek z Wasza zaplata za skorzystanie z usluga Instytutu w Hanoverze.
Witam Janusz
Dziękuję że masz podobne poglądy jak ja, my jesteśmy akurat ubezpieczeni powiedziałbym normalnie, płacimy ja i żona ZUS jako osoba prowadząca działalność gospodarczą to jest takie podstawowe ubezpieczenie zdrowotno-emerytalne, bardzo podobne jak pracownik zatrudniony w jakiejś firmie. Ja pytałem czy możliwa jest refundacja (chociaż części kosztów) przez NFZ operacji w innym kraju ale powiem krótko dałem sobie spokój. Może jak ktoś ma dużoooooooo czasu i cierpliwości to będzie drążył temat ale myśmy tego czasu nie mieli. I tak pewności nie ma ponieważ, główną podstawą wypłaty byłoby gdyby tego typu operacji nie wykonywano w Polsce. Sfinansowałem cały koszt z własnych pieniędzy, dobrze że je miałem, nie stanowiło to przeszkody. Pieniądze można zawsze odrobić. Kiedyś słyszałem pewne powiedzenie, że nie warto być najbogatszym na cmentarzu.
"...nie warto być najbogatszym na cmentarzu." -

Widze, Slawku, ze Sylwia przeszla bardzo podobna droge do mojej, zanim postawiona zostala diagnoza.
Pieniadz jest po to, by go wydawac a skoro stwierdziliscie, ze szpital w Hanoverze jest najlepszy i mieliscie finansowe mozliwosci, by skorzystac z tamtejszych specjalistow, to bardzo dobrze. Macie teraz przynajmniej spokojne sumienie, ze zrobiliscie wszystko, co w Waszej mocy, by komfort dalszego zycia Sylwii byl jak najlepszy.
Musze Ci powiedziec, Slawek, ze swiadczy to bardzo dobrze o Tobie jako czlowieku a przede wszystkim mezu, ze w tym trudnym czasie dla Sylwii, jestes dla niej ogromna podpora psychiczna. Nie zawahales sie rowniez wydac sporej kwoty pieniedzy, tym samym gwaratujac Sylwii najleszpych specjalistow. Tak trzymaj chlopie!

witam
włącze sie rowniez do rozmowy. U mnie było bardzo podobnie. Rozważałam operację w Hanoverze. Korespondowałąm z profesorem i miałam prawie uzgodniona operację. tYLKO PO STWIERDZENIU , ZE NIKT NA ŚWIECIE NIE DA PEWNOŚĆI JAK SIE ZAKOŃCZY TA OPERACJA - zrezygnowałąm. Zaufałam Haratowi. Znam jego możliwośći, śledzę poczynania od 12 lat. I podobny sprzęt jest w Bydgoszczy. A guz też był przy pniu i 4 cm.
Każdy jednak wydaje swoje pieniądze jak uważa. Tylko za taakie pieniądze spodziewałam sie braku powikłań. I dlatego zrezygnowałam. Zreszta jest powszechnie wiadomo , że prof Harat operuja metodą hanoverską ( na siedząco i nerw słuchowy kosztem twarzowego tnie z monitorowaniem potencjałów).
W moim przypadku skończyło sie bez żadnych powikłań. I za to jestem losowi wdzieczna. bałąm sie rozczarowania - brak kasy i nerw uszkodzony. Ale jeżeli ma sie wolne środki - należy próbować.
witam
włącze sie rowniez do rozmowy. U mnie było bardzo podobnie. Rozważałam operację w Hanoverze. Korespondowałąm z profesorem i miałam prawie uzgodniona operację. tYLKO PO STWIERDZENIU , ZE NIKT NA ŚWIECIE NIE DA PEWNOŚĆI JAK SIE ZAKOŃCZY TA OPERACJA - zrezygnowałąm. Zaufałam Haratowi. Znam jego możliwośći, śledzę poczynania od 12 lat. I podobny sprzęt jest w Bydgoszczy. A guz też był przy pniu i 4 cm.
Każdy jednak wydaje swoje pieniądze jak uważa. Tylko za taakie pieniądze spodziewałam sie braku powikłań. I dlatego zrezygnowałam. Zreszta jest powszechnie wiadomo , że prof Harat operuja metodą hanoverską ( na siedząco i nerw słuchowy kosztem twarzowego tnie z monitorowaniem potencjałów).
W moim przypadku skończyło sie bez żadnych powikłań. I za to jestem losowi wdzieczna. bałąm sie rozczarowania - brak kasy i nerw uszkodzony. Ale jeżeli ma sie wolne środki - należy próbować.
Witam Beata
Nigdzie nikt na całym świecie, nie da gwarancji że operacja jakakolwiek się powiedzie w 100% to nie możliwe i to nie matematyka, każdy przypadek jest inny, są tylko podobne do siebie.
Moim celem rejestracji na forum nie jest przekonywać kogokolwiek nad wyborem miejsca operacji.
Cieszę się że u Ciebie wszystko w porządku. Pozdrawiam gorąco Sławek
pozdrawiam równiez i życzę szybkiej i skutecznej rehabilitacji. Dzięki Wam mamy przećwiczona nową ścieżkę.
Sławek dlaczego Ty ciągle cytujesz poprzedni post do którego się odnosisz? jak odpisujesz lub ciągniesz dyskusję to po co ciągle powtarzać to samo?
Ok sorki.
Pozdrowionka.
też byłem z podobnej wielkości guzem 45 mm u prof. Samii w INI i jestem bardzo zadowolony. Może komplikacji miałem troszkę mniej ale też były, wodogłowie i drenaż płynu rdzeniowo-mózgowego ale to raczej wynika z wielkości guza bo nagle się robi pustka w głowie (moja żona mówi, że zawsze było ją widać). Obecnie po około roku od zabiegu symetria twarzy statycznie absolutnie idealna, dynamicznie neurolog potrafi rozpoznać dyskretne osłabienie mięśni twarzy po jednej stronie ale robić ustami dzióbki i gwizdać potrafię. Oko zamka sie całkowicie nawilżanie prawie ok, potrafię iść brzegiem morza pod wiatr i nie potrzeba okularów ani nawilżania za to jak siedzę przed komputerem (kilka godzin)to mnie oko piecze ale przed operacją też tak było. Pozdrawiam wszystkich mózgowców, było tragicznie jak zobaczyłem to zdjęcie z MR a obecnie jest praktycznie idealnie, przeciętny nie znający tematu człowiek po mimice twarzy nie jest w stanie rozpoznać co mi było dnia Sob 8:35, 24 Sty 2015, w całości zmieniany 2 razy
napisz Sylwio co u ciebie słychać, milo się czyta wasza historie prosimy o więcej informacji jak się czujesz pozdrowienia k,