Opieka domowa vs. żłobek
Katalog znalezionych frazWÄ tki
- agniusza serwis - literatura w sieci, proza, feminizm, gender, queer ...
- BFT vs SSEK !!! 20.06.11
- vs [Trzcina] [17.01.2011] win
- vs n1| [01.02.2011] win
- vs =[MOB]= [13.01.2011] lose
- 17 KWIECIEŃ SSEK vs BFT
- vs =[MOB]= [09.01.2011]
- vs [Trzcina] 17.01.2011
- vs =[MOB]= [27.01.2010]
- vs wN [28.01.2011]
- Numerologia vs astrologia
agniusza serwis - literatura w sieci, proza, feminizm, gender, queer ...
Zakładam nowy temat bo w sumie takiego nie znalazłam jak mod. uzna, że lepiej z czymś połączyć to OK.
Chciałam zapytać bardziej doświadczone mamy - zarówno takie, które zdecydowały się na opiekę domową nad małym dzieckiem (takim do 3 lat czyli casu kiedy teoretycznie powinny pójść do przedszkola) jak i takie które zdecydowały się na żłobek - jak wasze dzieci, w porównaniu z dziećmi wychowywanymi w domu/żłobku rozwijały się społecznie (zabawy z innymi dziećmi, dzielenie się zabawkami itp.).
Do pytania skłoniła mnie obserwacja mojego "domowego" dziecka w zabawie z dzieckiem "żłobkowym" (dwaj chłopcy w wieku nieco ponad roku). Mój, choć zawsze wydawało mi się, że jest raczej przebojowy w porównaniu z kolegą wyszedł na może nie straszną ale jednak ciapę - dał się okładać, bez protestu oddawał zabawki, którymi się bawił. Widać było, że drugi chłopiec umie już walczyć o swoje a mój nienawykły do takich akcji. Chociaż po jakimś czasie jakby załapał o co chodzi bo porwał drugiemu smoczka i zeżarł jego jedzenie .
Czy to się potem wyrównuje jakoś w przedszkolu? A może to takie typy osobowości i miejsce wychowywania nie ma tu wiele do rzeczy?
Żeby nie było - nie izolujemy dziecka od świata, często wychodzimy, spotyka się z innymi dziećmi (chociaż faktem jest, że większość naszych znajomych ma dzieci starsze od niego).
Moje w domu do przedszkola (szły w wieku 3 lat) - specjalniej różnicy nie widzę, widać dopiero potem między dziećmi, które chodzą i nie chodza do przedszkola - to akurat mocno widać. I jeszcze dzieci majace starsze rodzeństwo też sa bardziej rozwinięte.
Moj nie chodzil do zlobka, jeszcze nie chodzi do przedszkola. Ja widze roznice w piaskownicy np. jest bardzo zaborczy o zabawki, na poczatku do obcych dzieci podchodzi z respektem. Dopiero po czasie jak widzi ze nikt mu zabawek nie zabiera do domu to zaczal dawac sie bawic innym dzieciom. Jesli chodzi o jakas ciapowatosc to predziej przyleje komus grabkami lub sie rozplacze niz da sobie wyrwac cos swojego. Ale np. jest na placu zamek z rura i jak tam inne dzieci siedza to on stoi i sie gapi i czeka az pojda, zamiast przejsc obok lub poprosic o przepuszczenie. Wczesniej tez byl podrzucany troche bo ciociach, babciach jak studiowalam i pracowalam, teraz jestem z nim w domu i widze ze sie coraz bardziej do mnie przywiazuje...moze taki wiek ale faza MAMA trwa w najlepsze.
Staram sie zabierac go do dzieci jak najczesciej bo w rodzinie nie mamy nikogo w takim wieku

U mnie w rodzinie też takich dzieci brak (ma kuzyna młodszego o pół roku ale w tym wieku to przepaść...). Nawet placu zabaw nie mam w okolicy. Poszukam może są jakieś zajęcia dla takich małych dzieci gdzie dzieci się bawią a mamusie mogą trochę oddechu złapać - może tam nawiążemy jakieś kontakty.
Moja żłobkowa od drugich urodzin i bardzo dobrze na tym wyszła. Znajomości zawsze zawierała bez problemu, ale szybko nauczyła się wspólnej zabawy. Np nie oddawała ot tak zabawek (synek znajomych tylko płakał i uciekał do mamy, jak ktoś chciał wziąć coś czym się bawił), ale też umie się nimi dzielić.
Nie wiem, czy żłobek ma aż tak wielkie znaczenie. Na pewno ważne jest przedszkole dla 3 latka. U nas żłobkowa córcia od 14 msc życia - bardzo sobie chwaliliśmy, szczególnie, że mało chorowała. Jednak wydaje mi się, że dzieci jakoś do 2 czy nawet 2,5 r. bardziej i tak się same bawią. Dopiero w przedszkolu zaczyna się integracja na całego, ale też i walka o swoje (córcia ma nawyki z przedszkola i jak w domu idzie np. to wc, prosi mnie, żebym jej przypilnowała jakiejś zabawki

mój jeszcze nie żłobkowy - ale przypomniało mi się, jak koleżanka, mieszkająca na stałe w Szwecji oddała synka do żłobka, i tam uczą dzieci, że jak chcą się pobawić zabawką, którą ktoś się bawi to muszą oddać jakąś inną na zamianę, i synek jak chciał od nich coś - np. pobawić się zegarkiem tatusia, albo telefonem to zawsze przynosił im swoją zabawkę na zamianę

Moja dwulatka bawiła się z innymi dziećmi, pewnie miała łatwiej, bo była w grupie z trzylatkami. Super się odnalazła i było widać, jak się rozwija. Nie wiem więc o co chodzi z dwulatkami nie bawiącymi się z innymi dziećmi, dla mnie to teoria.
Mój niemowlak wyrywa się do dzieci, chociaż fakt, zbyt rozbudowane jego zabawy nie są - młodszym głównie zabiera zabawki, a do starszych się wygłupia. Trochę za mały mi się jednak wydaje na żłobek

Jadzia, co do walki o swoje. Hasło trzylatków to "moje". Tak jak dwulatków "nie" a czterolatków "dlaczego?".

ja bym nie dawała dziecka do żłobka gdybym nie była do tego w jakiś sposób zmuszona. Uważam, że takie małe dzieci powinny być w domu.
mój chodził do klubiku odkąd miał ok. półtora roku, ale niecodziennie - 2-3 razy w tygodniu (nie stać mnie było na opiekunkę). Do przedszkola poszedł jak miał 2 lata i 11 msc (też 2-3 razy w tygodniu). Dopiero 2 msc temu zaczął chodzić do przedszkola codziennie.
Ja też nie chcę dawać takiego malucha do żłobka więc pewnie skończy się na opiekunce. Ale chciałabym żeby miał trochę kontaktu z innymi dziećmi. Nawet zaczęłam szukać jakiś zajęć dla dzieci w mojej okolicy ale niestety nic nie ma musiałabym jeździć do Warszawy a to już mi się mało chce

Półroczne Wampirzydło było już w żłobku (a matka w pracy...), ale też od samego początku reagowała na żłobek bardzo dobrze. Mam porównanie względem córki sąsiadki, starszej od Wampirzydła o 2-3 miesiące, wychowywana do tej pory przez nianię:
- Wampirzydło jest bardziej "otwarte" na otoczenie, takie połączenie samodzielności, ciekawości i własnych koncepcji nt. kierunku i celu pieszych wycieczek. Brak mamy czy osoby dorosłej w zasięgu wzroku nie jest problemem (niestety, często jest bardzo pożądaną przez dziecko sytuacją. Brój jeden!). Dziewczynka wychowywana przez nianię jest bardziej poukładana, chodzi grzecznie prowadzona za rączkę, pilnuje się dorosłych, próbując czegoś nowego zawsze upewnia się kilka razy, że niania ją widzi i na tą nowość pozwala.
- Wampirzydło podłapuje zachowania starszych dzieci. Jako roczniak już w rzucała się płasko na ziemię nie wiedząc po co i na co. Wiedza pt. tak się można buntować i okazywać niezadowolenie pojawiła się po kolejnych czterech miesiącach. Troszkę wcześnie jak na bunt dwulatka. Naszej małej sąsiadce nigdy nie zdarzyło się reagować w ten sposób; płacz - owszem, ale bez tarzania się po ziemi. Przynajmniej jeszcze

- Wampirzydło bez krępacji zaczepia starsze dzieci (4-8 lat), plącze się za nimi po podwórku i naśladuje ich zabawy. Dziewczynka wychowywana przez nianię woli raczej towarzystwo dorosłych i jeżeli gdzieś wędruje, to do ławek dla mamuś. Z innymi dziećmi potrafi się bawić, ale sama nie inicjuje kontaktu.
Niestety, nie wiem na ile to porównanie zachowań wynika z osobowości i różnych warunków spędzania czasu u obu dziewczyn, a na ile te zachowania są kształtowane przez ich własny charakter.
Opłacenie niani (i przedszkola dla starszej) to jest coś, na co nie każdego stać. Dla mnie ta opcja jest nieosiągalna. Dziadków czy innych krewnych na ten etat też nie ma. Opieka "w domu" znaczy u nas "z mamą".
Dzięki El, o coś takiego mi chodziło

Moje dzieci domowe, z mama do 4 roku zycia + normalne zycie rodzinne z wyjazdami itp, zadnych klubików dla dzieci itp, przedszkole od 4 roku zycia
przebojowi sa obaj, choc każdy w inny sposób
chciałam się pochwalić, że mó syn w końcu chodzi do żłobka, od poprzedniego poniedziałku - czyli jutro będzie całe dwa tygodnie

Jest ciepło, jest nadzieja na mniej chorób

Moje małe, dwuletnie chodzi od kilku miesięcy do żłobka i nie żałuję tej decyzji. Zdecydowaliśmy się na żłobek prywatny, bo u nas i tak nie ma państwowego. Gdy poszłyśmy obejrzeć żłobek, aby podjąć decyzję, w K. wstąpił diabeł. Nie chciała stamtąd wyjść. To jest nowotwarty żłobek. PRzyssała się do cioci, obcej osoby i nie chciała wrócić ze mną do domu. Stwierdziłam, że skoro jej się podoba to spróbujemy. Obecnie K nawet w weekend wstaje rano i jest zawiedziona, że nie idzie do żłobka. Ciocie bardzo dbają o dzieci- są zabawy ruchowe, muzyczne i plastyczne. K. przynosi ze żłobka swoje prace, okazało się też, że ma talent plastyczny. Mówi mi krótkie wierszyki i śpiewa piosenki. Teraz też zaczęła mówić całymi zdaniami od pewnego czasu, a więc widzę, że pięknie się rozwija, tzn żłobek bardzo pomaga.

Ja jestem zdania, ze wiek 0-3 to jest czas na rozwoj bliskiej relacji, a nie relacji spolecznych. Spolecznie dziecko zaczyna sie rozwijac w przedszkolu, potem w szkole i zyciu doroslym. Naprawde, nic mu nie umknie jak pierwsze lata bedzie z mama, babcia czy opiekunka.
Ale nie demonizuje tez zlobkow czy klubikow - często sa bardzo ok, a znaczaco tansze niz niania. Tam tez moze byc ciepła i bezpieczna relacja z "ciocią". Wazne by "ciocie" nie zmienialy sie co miesiac i by dziecko nie bylo w placowce od switu do zmierzchu.
Moje wlasne dzieci byly w domu do 3 rż. Starszy z babcia, a mlodsza troche z babcia, a troche z fantastyczna nianią.
Tylko jaka jest różnica z bliską relacją z babcią/opiekunką w domu a z ciociami w żłobku? Według mnie nie ma żadnej różnicy, bo babcia, ciocia, opiekunka to i tak nie mama, a też nie każda mama może tyle czasu siedzieć bez pracy, a po żłobku jest jeszcze dużo czasu na szlifowanie relacji mama-dziecko. Powrót do góry
Wydaje mi się, że tu nie chodzi konkretnie o nawiązywanie relacji z mamą (ta relacja powinna istnieć już przed powierzeniem dziecka niani/babci czy żłobkowi) tylko z jedną osobą. Łatwiej dziecku nawiązać relację z mamą/nianią, która jest jedna i ma na celu zaspokajanie tylko jego potrzeb niż z ciocią w żłobku, która ma do ogarnięcia kilka maluchów. Tym samym poziom poczucia bezpieczeństwa przy wychowaniu domowym (niezależnie od tego kto sprawuje opiekę nad dzieckiem) jest u dziecka wyższy.
Ja żłobków nie demonizuję. Sama za idealne rozwiązanie uważam sytuację gdzie mogłabym młodego na 2-3 godziny wysłać do jakiegoś klubiku a resztę opieki zapewnić mu w domu. Tyle, że u nas z wielu względów niemożliwe).
Poza tym przy naszym trybie pracy i wieku w jakim było dziecko kiedy do pracy musiałam wrócić uważałam, że moje dziecko do żłobka (w którym musiałoby spędzić min. 8h dziennie) się nie nadaje, chociaż ja w jego wieku do żłobka chodziłam i żyję a rodzice sobie to rozwiązanie chwalili.
Miałam ostatnio okazję obserwować w większej grupie dzieci żłobkowe i nieżłobkowe w wieku ok. 2 lat i większych różnic między nimi nie widziałam. Miałam wrażenie, że rozwój większości umiejętności (typu mowa, samodzielne jedzenie, samodzielność jako taka) to bardziej cechy osobnicze niż wpływ takiego a nie innego sposobu opieki. Powrót do góry