Pocałunki, pocałunki :)
Katalog znalezionych frazWÄ tki
- agniusza serwis - literatura w sieci, proza, feminizm, gender, queer ...
- Jak pĹaciÄ kartÄ przez internet ?
- BiaĹoĹÄckie Metamorfozy - konkurs
- Hello
- hiperprolaktynemia
- PodrÄczniki - petycja
- Palenie na klatkach schodowych?
- Niebezpieczny poĹźar na stacji benzynowej 12.04.2011
- Malowane maski by Takua
- herezje Ichaboda
- ZAKOĹCZENIE KONKURSU
agniusza serwis - literatura w sieci, proza, feminizm, gender, queer ...
Nie, akurat nigdy nie zastanawiała mnie postawa innych dziewczyn.
Abstrahując od tematu, w plebiscycie na największą łajzę na forum na pewno zajęłabym pierwsze miejsce. Całowałam się z kolegą!
Kto da więcej?
jeszcze zależy w co i jak się całowałaś


jeszcze zależy w co i jak się całowałaś


No

Były to usta, o ile dobrze pamiętam. Albo coś co bardzo dobrze udaje usta. W każdym razie nad brodą, ale pod nosem.

Nie chcę wiedzieć, gdzie wy całujecie kolegów.

ja żadnego kolegi w życiu nie całowałam





P.S. CIA nie bierz tego do siebie, potraktuj z przymrużeniem oka

na sianie na pielgrzymce też tak spałam. w dodatku ów facet był kryminalistą na zwolenieniu warunkowym

Ja normalnie "chodziłam" z chłopakami i się z nimi całowałam, nie uważam tego za coś niestosownego. To normalne, że ludzie dorastając zaczynają tworzyć te pierwsze związki. Swój pierwszy pocałunek pamiętam bardzo dobrze.

Ja też, był koszmarny do tego stopnia ze długie lata się nie całowałam

strzyga, można powiedzieć że spałaś z kryminalistą

hehe śmiejcie się albo nie ale mój pierwszy pocałunek przeżyłam z moim mężem jak zaczęliśmy ze sobą chodzić w liceum




nie chwal się tylko się przyznaj czy do ślubu wytrwaliście tylko na pocałunkach


A ja się pierwszy raz całowałam z... kolegą. nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy, ale podpuściłam go

były wakacje, mazury, mieszkaliśmy w domku pod opieką jego matki (moja matka miała dojechać potem) to były chyba ostatnie wakacje przed LO.
Też sie całowałam z kolegą, fajnie było. W usta, żeby nie było.
strzyga, w ósmej klasie??? ho ho. to ja pierwszy raz w czwartej liceum dopiero

na połowinkach w LO to już miałam chłopaka studenta PW

(pamiętam, bo mi głupie koleżanki strasznie zazdrościły i były zachwycone

a z obliczeń wychodzi mi, ze z 15-16 lat wtedy miałam. Ale kolega był ze 2-3 lata starszy

na sam koniec ostatniej klasy LO to już w pierwszy poważny związek wchodziłam (kilkuletni, zakończony narzeczeństwem) dnia Nie 22:47, 27 Maj 2012, w całości zmieniany 3 razy tutajpoczkategori
Ja miałam jednego chłopaka przed moim mężem i raczej średnio to wspominam... Takie próbowanie trochę, za mało wiedziałam i w sumie dobrze, że się szybko skończyło, bo mogło się skończyć kiepsko...
A mojego męża poznałam w liceum i na studiach wzięliśmy ślub, więc nie mam zbyt wielu doświadczeń

ja jak poznałam swojego obecnego męża, to byłam już z rok czasu zaręczona i planowałam ślub

strzyga, nie powiem, uganiać się za facetami mając pierścionek zaręczynowy na ręce...!

a ja miałam wcześniej dwóch chłopaków, z których jeden to mi zrobił z życia takie piekło, że nikomu nie życzę. Ale dzięki niemu, szukając schronienia i pomocy, odnalazłam Kościół, bo wcześniej byłam zdeklarowana na NIE wobec KK, a w kościele mojego obecnego, męża. I mamy happy end

Nie no, mi pierwszy pocałunek skradł mój pierwszy chłopak, miałam wtedy 14 lat. Potem to się dopiero po studniówce rozkręciłam - poznałam mojego obecnego najlepszego przyjaciela, wtedy potencjalnego chłopaka (to ten co zrobił ze mnie łajzę). Do tej pory wiele osób posądza nas o bycie parą, co jest dosyć kłopotliwe (niektórzy pytają przy moim chłopaku, który jest posądzany o bycie moim bratem). Ale w sumie się nie dziwię.

Po drodze do mojego obecnego chłopaka był jeszcze jeden kolega, taki typowy drechu, kibol, itd. Okres buntu opóźnił mi się najwidoczniej do 19 roku życia.

Wciąż czekam na mój happy end.

Pierwszy raz calowalam sie z moim mezem

Tez pierwszy i jedyny raz całowałam się z obecnym mężem, jak miałam 15 lat

Czuję się przy was jak jakaś ladacznica.

nie chwal się tylko się przyznaj czy do ślubu wytrwaliście tylko na pocałunkach


oj tam oj tam

Czuję się przy was jak jakaś ladacznica.

czemu?
jestem z Was najgrzeczniejsza

nie Ty jedna

u mnie - 3 rok studiów to był

Czuję się przy was jak jakaś ladacznica.

czemu?
No bo większość całowała tylko męża, ewentualnie jednego przedmężowego chłopaka, a ja na palcach jednej ręki nie zmieszczę wszystkich moich całowanych kolegów.


większość całowała tylko męża, ewentualnie jednego przedmężowego chłopaka, a ja na palcach jednej ręki nie zmieszczę wszystkich moich całowanych kolegów.


Almanah, gdyby nie fakt, że mój mąż zawładnął moim umysłem i ciałem, mój rozbuchany temperament wpędziłby mnie w kłopoty. Na szczęście mój Piękny trzyma mnie w ryzach i potrafi jakoś okiełznać moją płomienną duszyczkę (stąd też mój nick obrany sobie daaawno temu: flamma to płomień). Żebyś poczuła się lepiej - mnie zdarzyło się pocałować koleżankę. Żeby było ciekawiej, na oczach mojego obecnego męża.

Almanah nie jesteś jedyna







Almanah, jeśli Cię to pocieszy to ja się w tym wieku uspokoiłam. swoich chłopaków przed-mężowych i przed-narzeczonych (rewelacyjne słowotwórstwo) też nie zliczę na palcach jednej ręki

Czuję się przy was jak jakaś ladacznica.

czemu?
No bo większość całowała tylko męża, ewentualnie jednego przedmężowego chłopaka, a ja na palcach jednej ręki nie zmieszczę wszystkich moich całowanych kolegów.


wcale nie,może późno zaczęłam ale całowałam nie tylko przed-męża

Ale fakt, po jego pierwszym pocałunku już wiedziałam że ten albo żaden


większość całowała tylko męża, ewentualnie jednego przedmężowego chłopaka, a ja na palcach jednej ręki nie zmieszczę wszystkich moich całowanych kolegów.


Almanah, gdyby nie fakt, że mój mąż zawładnął moim umysłem i ciałem, mój rozbuchany temperament wpędziłby mnie w kłopoty. Na szczęście mój Piękny trzyma mnie w ryzach i potrafi jakoś okiełznać moją płomienną duszyczkę (stąd też mój nick obrany sobie daaawno temu: flamma to płomień). Żebyś poczuła się lepiej - mnie zdarzyło się pocałować koleżankę. Żeby było ciekawiej, na oczach mojego obecnego męża.

Całowanie koleżanek też było.

Dzięki za próbę pocieszenia mnie, dziewczyny. Cieszę się, że nie jestem jednak odosobnionym przypadkiem na forum.

justek_w - moją pierwszą miłość też mogę spokojnie nazwać gnojkiem.

konstancja - zazdroszczę.


ja właściwie pierwszy raz tak naprawdę to całowałam się dopiero z mężem, jak jeszcze był moim chłopakiem oczywiście, pamiętam ten moment bardzo szczegółowo

wcześniej to były co najwyżej buziaki,
byli też i tacy którym się oberwało ode mnie, za próbę takiego skradzionego buziaka

Almanah, no bez przesady, wątpliwości miałam i miewam i dziś jak mnie wkurzy


O, widzę że osobny smaczny temacik , Edwarda jesteś tytanem pracy i perfekcjonistką


Ale się w pocałunkach nie wypowiem za bardzo, bo też tylko z mężem.
Ale za to jak

Oj tam


A pierwszy mój ''pocałunek'' był w wieku 6 lat, w zerówce:)
Z kolegą cmokaliśmy się w usta szybko i uciekaliśmy. Potem przez parę tygodni nie chcieliśmy się ze sobą bawić

No to ja też zaleczę się raczej do grona "niegrzecznych" dziewczynek

Ja w wieku 6 lat byłam bardziej na etapie "podejdź kolego, uderzę cię", niż "pocałuję".

Nie no to ja też ,ale pewnego dnie nam coś takiego do łba strzeliło



Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie pocałunki pozostają chyba najczulszą i jednocześnie najbardziej podniecającą pieszczotą, jaka może istnieć. Czasem zdarza nam się z mężem całować tak wyłącznie "dla zabawy" (np. jak jesteśmy wyczerpani po całym dniu i wiemy, że z harcowania nici). Wtedy tak bardzo kręci mi się w głowie i zupełnie odlatuję...

A tak na poważnie pierwszy raz całowałam się z moim Pięknym w czasach, kiedy byliśmy jeszcze chłopakiem i dziewczyną. Co najśmieszniejsze: pomimo tego, że tak niesamowicie nas do siebie ciągnęło i żadne z nas nie miało wtedy jeszcze na koncie pocałunków z języczkiem (mrrr...


Ja miałam chłopaka przed moim mężem, ale wcale specjalnie dobrze tego nie wspominam. Dopiero jak poznałam mojego męża to się dowiedziałam, jak można być czułym i delikatnym

Poznaliśmy się mając 16 lat, zaczęliśmy byc razem w wieku 17, a w 22 wzięliśmy ślub

ja tez swojego męża poznałam latem przed LO więc wielu doświadczeń w tym zakresie nie mam.
dobrze, że na serio zaczęliśmy spotykać się dopiero po II LO bo inaczej byłby moim pierwszym we wszystkim!!!

a ślub braliśmy dopiero po 13 latach

IWG, no nieźle, 13 lat. U mnie też już mija x lat ale powoli zaczynamy planować ślub.
dobrze, że na serio zaczęliśmy spotykać się dopiero po II LO bo inaczej byłby moim pierwszym we wszystkim!!!
To tak źle?

Mój mąż jest takim moim pierwszym niemalże we wszystkim. I dobrze mi z tym, bo jako moje pierwsze podejście był strzałem w dziesiątkę.

Ja mojego poznałam też w LO, chodziliśmy do jednej klasy. Sparowaliśmy się w II klasie, a wcześniej z nikim się nie spotykałam, bo w mojej głowie tkwiła wizja miłości romantycznej i gwałtownej jednocześnie. Uwidziałam sobie, że TEN WYBRANY musi mieć "to coś", więc odmawiałam spotkań każdemu, kto nie spełniał tego drobnego kryterium - a ponad wszystko chciałam uniknąć chodzenia na randki, bo tak wypada w tym wieku, bo koleżanki mają chłopaków, bo może dam mu szansę. No i w końcu się doczekałam: nagle otworzyły mi się oczy na kolegę i z dnia na dzień stał się sensem i celem mojej egzystencji. I w sumie tak do dziś, niedługo minie nam 8 lat razem, znamy się 9.
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie pocałunki pozostają chyba najczulszą i jednocześnie najbardziej podniecającą pieszczotą, jaka może istnieć. Czasem zdarza nam się z mężem całować tak wyłącznie "dla zabawy" (np. jak jesteśmy wyczerpani po całym dniu i wiemy, że z harcowania nici). Wtedy tak bardzo kręci mi się w głowie i zupełnie odlatuję...

Mam dokładnie tak samo! nie potrzeba żadnych innych pieszczot żebym kompletnie odleciała. Najcudowniejsza rzecz pod słońcem, w dodatku ma wiele odcieni w zależności od stopnia zaangażowania i intencji

A tak na poważnie pierwszy raz całowałam się z moim Pięknym w czasach, kiedy byliśmy jeszcze chłopakiem i dziewczyną. Co najśmieszniejsze: pomimo tego, że tak niesamowicie nas do siebie ciągnęło i żadne z nas nie miało wtedy jeszcze na koncie pocałunków z języczkiem (mrrr...


Mam dokładnie tak samo! nie potrzeba żadnych innych pieszczot żebym kompletnie odleciała. Najcudowniejsza rzecz pod słońcem, w dodatku ma wiele odcieni w zależności od stopnia zaangażowania i intencji

Mam dokładnie tak samo! nie potrzeba żadnych innych pieszczot żebym kompletnie odleciała. Najcudowniejsza rzecz pod słońcem, w dodatku ma wiele odcieni w zależności od stopnia zaangażowania i intencji

No, a pośród tych wielu odcieni istnieją też interesujące pocałunki nie-w-usta...

hehe, miałam na myśli odcienie ale w usta. Najlepiej lubię, a co do innych miejsc to nie napiszę, bo patrzę że temat nie jest w intymnym dziale

Już! Przywołuję się do porządku!
Ech, zabrać babie chłopa na 3 dni...


jak nie możesz wytrzymać to chętnie z Tobą pogwarzę w ten deseń ale dziale zamkniętym

jednak sie nie da, teraz zauważyłam że masz za mało postów

Może to i lepiej, kumuluj energię na powrót małżonka


Ja tu jeszcze świeżynka jestem; jeszcze muszę sobie trochę z Wami podyskutować, zanim zasłużę sobie na wkroczenie w krąg zaufania.

A tak na poważnie pierwszy raz całowałam się z moim Pięknym w czasach, kiedy byliśmy jeszcze chłopakiem i dziewczyną. Co najśmieszniejsze: pomimo tego, że tak niesamowicie nas do siebie ciągnęło i żadne z nas nie miało wtedy jeszcze na koncie pocałunków z języczkiem (mrrr...


U mnie tak samo, po 5 miesiącach związku


Ja tam nie czekałam na pierwszy pocałunek z M. tak długo

no to mój m mnie rozłożył - napisał na gg że chciałby mnie "normalnie" pocałować a nie takie buzi buzi


Ja tam nie czekałam na pierwszy pocałunek z M. tak długo

My byliśmy dość zachowawczy.

Kiedy o tym myślę, nie mogę uwierzyć, jak strasznie delikatnie obchodziliśmy się wtedy z naszymi uczuciami, traktowaliśmy je jako tak niesamowicie kruche i baliśmy się zdobywać na więcej, żeby nie przekroczyć granicy tej drugiej osoby. Tak bardzo wstrząsnęło nami to uczucie znienacka, byliśmy tak zdezorientowani natężeniem przeżyć, że nie w głowie nam były takie przyziemne sprawy jak całowanie.

Aaa, ja tak uwielbiam się całować z moim Lubym!

no to mój m mnie rozłożył - napisał na gg że chciałby mnie "normalnie" pocałować a nie takie buzi buzi


Przejął chłop inicjatywę.

To tak jak i mój.
Ale za to jak weszliśmy na wyższy stopień wtajemniczenia, obudziły się we mnie diabelskie moce i dowodzenie objęłam ja!

no to mój m mnie rozłożył - napisał na gg że chciałby mnie "normalnie" pocałować a nie takie buzi buzi

O matko co za czasy


Na gg takie rzeczy umawiać


No tak, ale skoro podobno zerwać można przez sms to i na pierwszy raz się pewnie umawiają niektórzy
Mój mąż na drugiej randce chwycił mnie za tyłek


Jeszcze lepsze niż to z gg



Mój mąż na drugiej randce chwycił mnie za tyłek


To tak jak my "niby-niewinnie" umówiliśmy się na basen w środku zimy, tak po kilku tygodniach bycia razem. I "niby-niewinnie" siedzieliśmy w jacuzzi przylepieni do siebie.

Cały dzień przed tym basenem nic nie jadłam, żeby mieć płaski brzuch.

flamma



Z tym gg to trafił w dziesiątkę, rzecz jasna mielismy juz pare randek za sobą i chodzenie za rączke i ciągło nas do siebie jak cholera, ale pewnie sie bał jak zareaguje jak sie we mnie "wpije" więc wolał zapytać, hihi - a mi to sie spodobało bo jestem troche z 19 wieku, list miłosny był ? był. A że w formie gg to już znak czasu


Konstancja, nam gg też się mocno przysłużyło, bo za bardzo dzieciakami jeszcze byliśmy. A że to dla obojga była ta pierwsza wielka odwzajemniona miłość, to zabieraliśmy się do tego jak pies do jeża. No i gdyby nie pewna rozmowa na gg, w której daliśmy sobie do zrozumienia, że się bardzo lubimy...


Fajnie, że nie tylko mnie się ono przysłużyło.
Mój mąż na drugiej randce chwycił mnie za tyłek


No, no


Konstancja, nam gg też się mocno przysłużyło, bo za bardzo dzieciakami jeszcze byliśmy. A że to dla obojga była ta pierwsza wielka odwzajemniona miłość, to zabieraliśmy się do tego jak pies do jeża. No i gdyby nie pewna rozmowa na gg, w której daliśmy sobie do zrozumienia, że się bardzo lubimy...


Fajnie, że nie tylko mnie się ono przysłużyło.
gdyby nie internet to pewnie nigdy byśmy się nie spotkali

zaznaczam - nie chodzi o portal randkowy

gdyby nie internet to pewnie nigdy byśmy się nie spotkali

zaznaczam - nie chodzi o portal randkowy

Czasem portale randkowe albo zwykłe czaty przynoszą sporo niespodzianek. Znam parę, która swoje początki miała właśnie podczas zwykłej rozmowy na czacie, jeszcze za czasów, kiedy to było takie nowe i modne. Owoc tej znajomości jest już fajnym brzdącem i wszyscy mają się całkiem dobrze.

śmiejcie się z tych sms-ów, ale ja z jednym chłopakiem zerwałam dzięki właśnie mojemu głupiemu smsowi

ja się nie śmieję z smsów ani z neta. I nie zgadzam sie że zerwanie przez smsa to chamstwo - wszystko zależy od okoliczności. Czasem na żywo można tak zranić że hej. Zresztą zerwanie to zawsze jatka emocjonalna. Ale faktem jest że słowo pisane często wprowadza zamęt i niepotrzebne nieporozumienia, których w realu by nie było.
ja znam kilka szczęśliwych małżeństw które się przez internet poznały - takie czasy dzisiaj

my z mężem za to poznaliśmy się bardzo podobnie jak moi rodzice, śmiejemy się, że historia się powtórzyła



portale randkowe to takie współczesne swatki - ludzie się nie zmieniają tylko narzędzia

Moja przyjaciółka też poznała swojego faceta przez internet, po prostu czasy sie zmieniają...
A nawet tu na forum jest para internetowa

Coś mi świta, że nawet nie jedna, ale się pogubiłam nieco w danych

Śmiałyście się, że mi się OT zachciało wydzielać, a proszę już 5 strona

O, tak, np. my

Ja mam takie wspomnienie, że jak internet "wchodził" i wszystko było takie nowe i świeże, a ja byłam młoda to nawiązywałam jakies takie totalnie obciachowe kontakty. Np. pisałam na chybił trafił do jakiegoś kolesia z listy mejli w jakimś mejlu-łańcuszku. Teraz raz, że uważam to za desperację, dwa, że to niebezpieczne! A ja miałam wtedy ze 12-13 lat i było to dla mnie przedłużenie przyjaźni listownych z gazetek typu 5-10-15 (tam była rubryka, że ludzie przysyłali zdjęcie, pisali coś o sobie i dawali adres do korespondencji). Nawet się z jedną czy dwiema osobami spotkałam na żywo potem. I też wchodziłam na czaty i poznawałam jakichś chłopaków. Też się spotkałam. A teraz mam wrażenie, że na czatach siedzą same dziwolągi

ja przez internet zawarłam jedną wspaniałą przyjaźń

Nie mówiąc już o relacjach z forum

ta przyjaźń jest właśnie z forum. Nie tego

dobra bo off

Spoko, jakby się bardziej rozwinął to podzielę

mam już temat - znajomości z internetu jako takie a jak nie takie to jakie i dlaczego



ja też zanim poznałam męża spotykałam się z paroma chłopakami poznanymi przez internet ale nic akurat z tego nie wyszło

ja też się z dwoma chłopakami przez net umówiłam. jeden nawet okazał się studentem tej samej uczelni na innym wydziale i pomagał mi w przygotowaniu się do trudnego egzaminu



Ja tam nic nie mam przeciwko znajomością z internetu, ale 13-14 letnia dziewczyna, która umawia się przez internet z jakimiś totalnie anonimowymi kolesiami??? Zgroza

Teraz próbuję sobie przypomnieć i spotkałam się z 3 chyba. Ale z żadnym nic nie wyszło, a jeden to był taki dramat, że tylko kombinowałam, jak uciec

Poznałam naprawdę wielu starych i obecnych przyjaciół przez internet, ale niezależnie od tego jak bardzo bym im ufała w kwestii rzeczy, o których rozmawiamy za pomocą komunikatorów - nigdy na pierwsze spotkania z nimi nie chodziłam sama. Jednego (obecnie dobrego przyjaciela) na pierwsze spotkanie wręcz zaprosiłam na studniówkę.

Popieram poznawanie ludzi przez internet, ale z rozsądkiem. Bezpieczeństwo przede wszystkim.
Wow, jaki fajny wątek, a ja go wcześniej nie widziałam



Edwarda


Mój mąż jest dla mnie pierwszy we wszystkim. Słyszałam już opinie, że kiedyś mi się odechce i zapragnę spróbować czegoś/kogoś innego. Nie sądzę. Jestem typem lojalnym i upartym, a tak się składa, że uparłam się na mojego M.

I pierwszego buziaka skradł mi na pół roku przed 20urodzinami


jestem raczej osobą zamkniętą w sobie i ciężko mnie rozgryźć podczas rozmowy. Chociaż jestem wygadana to mam przygotowane historie którymi raczę ludzi którym jeszcze nie ufam. Niedawno dowiedziałam się, że właśnie na podstawie pocałunków (już tych późniejszych) M. udało się rozgryźć mój temperament - czyli dowiedzieć się co mi w duszy gra.

dlatego ja buziaki doceniam bardzo

Mój mąż jest dla mnie pierwszy we wszystkim. Słyszałam już opinie, że kiedyś mi się odechce i zapragnę spróbować czegoś/kogoś innego. Nie sądzę. Jestem typem lojalnym i upartym, a tak się składa, że uparłam się na mojego M.

Mój dla mnie też i również mnie straszyli, ale to takie głupie gadanie. Odkąd jestem z M. (a to już ładne parę lat), to nie pociągają mnie inni faceci.
mam tak samo jak Iskra i Polly

odkąd pamiętam, nigdy nie byłam nastawiona na jakieś szkolne miłości, "chodzenie ze sobą" bez sensu, zawsze chciałam być z kimś, z kim będę widziała szansę na trwały związek, bo takie bycie ze sobą miesiąc, dwa, bo mi się ktoś podoba, albo jest akurat moda na chodzenie ze sobą było dla mnie śmieszne

i sobie wymodliłam, wymarzyłam mojego męża - to mój pierwszy chłopak w ogóle. nigdy nie chciałam na poważnie nikogo innego poza nim, chociaż powodzenie miałam


ja też nigdy nie chodziłam z nikim dla zabawy, zawsze traktowałam takie rzeczy bardzo poważnie, skończyło się to tym że trwały bardzo krótko, bo szybko stwierdzałam, że to nie ten, nie było też dużo takich znajomości ciągle byłam sama jako nastolatka i chwilę później, ale szukałam tego jedynego, dopóki oczywiście męża nie poznałam


w związku z tym też z nim się dopiero też całowałam, ale o tym to już wspominałam w tym wątku

Wow to jesteśmy wszystkie jakieś dziwne bo mój M też był moim pierwszym we wszystkim

dziwne? raczej wiedzące, czego chcą

a u mnie nie

ale ja nie wiedziałam czego chciałam, oj nie...
Moj tez pierwszy we wszystkim


też nie ma w tym nic złego, właściwie to typowe dla nastolatków koszatniczko, więc może rzeczywiście byłyśmy dziwne?

dziwne - bo ja wiem?
jak to kiedyś Liść napisała - każdy ma swoja niepowtarzalną historię

ika, to wy się znacie tak długo? 13 lat i Wasz pierwszy całus? wow

choć ja dużo starsza nie byłam, jak się poznaliśmy, ale 16 lat to już tak inaczej, ale 13? szacun:)
Brain mieszkalismy klatki obok siebie wiec nie pamietam momentu kiedy go poznalam, po prostu znam go od zawsze



fajną macie historię

Dzieki brain


Tutaj nawet wygrzebalam o poznaniach:
http://www.naturalnemetody.fora.pl/font-color-darkblue-gdy-nie-ma-dzieci-w-domu-to,27/nasze-poznania,1036-90.html#325583
dziwne - nie dziwne, ważne że szczęśliwe

o takich długoletnich związkach kolega powiedział, że to prawie kazirodztwo

mój mąż, też pierwszy we wszystkim, za wyjątkiem mojego zakochania się , no i randki- bo zakochana to byłam wcześniej wiele razy tylko zawsze coś nie wychodziło.
A na pierwszej randce byłam z kolegą - niedługo po skończeniu studiów, a potem dwie randki z gośćmi z netu (ale pierwszego poznałam przypadkiem, bo pomylił mnie z naszą wspólną koleżanką - więc wiedziałam od tej koleżanki co to za typ).
a mąż tyle lat wyczekany, poznany w wieku 26 lat, no i na czwartą w życiu randkę poszłam z nim, i tak już zostało.
No chyba, że liczy się całowanie we wczesnym dzieciństwie - bo całowałam się jak miałam 7 lat

hmmmm..... może jednak nie jestem aż taką fajtłapą